Czy jesteś Foliowym Worem?

img_6871-2

Za oknem aura coraz bardziej jesienna. Liście spadają z drzew, pająki schną na pajęczynach, a jeże wciskają się pod tarasy. Generalnie wszystkim powoli przestaje się chcieć. Zaczynamy wpadać w coroczny marazm. Już za chwilę nasza codzienna wegetacja będzie zaczynała się i kończyła w zgniłych ciemnościach, przeszywanych od czasu do czasu przez zawodzące w kominie wichry. Jedynym słusznym miejscem bytowania będzie się nam wydawała wygrzana własnym ciałem, delikatnie podśmierdująca nora wygnieciona pod pierzyną. Z zazdrością i lekką niechęcią będziemy patrzeć na sąsiada maratończyka, który w kurteczce podszytej wiatrem i obciskających jajka fluorescencyjnych legginsach pruje codziennie rano przez padający poziomo deszcz ze śniegiem. (Myślimy w duchu…Boże co za debil, ale mimo wszystko odrobinę mu zazdrościmy). Co gorsza każdy kolejny sąsiad „maratończyk”, szwagier kolarz czy znajoma fit mama będzie dla nas jednostek zastygłych w swoim lenistwie następnym gwoździem do trumny zdziadzienia. Co robić kiedy jedyną formą działania nadprogramowego, nie mającego bezpośredniego wpływu na podtrzymanie naszej egzystencji jest wypity wieczorem browar albo flaszka wina? Otóż odpowiedź póki co jest jedna i raczej mało optymistyczna….nie mamy pojęcia! Biegać nie lubimy więc nie będziemy do tego przekonywać siebie ani nikogo innego. Nie to żeby hejtować biegaczy. Naszym zdaniem są zjawiskiem pożytecznym i ogólnie rzecz biorąc motywującym do działania. Nie musi to być działanie związane z bieganiem. Ważne, że potrafią nas wkurzyć na tyle, że w naszej zakutej czaszce zaczyna kiełkować myśl o tym, że można by coś w swoim życiu zmienić. Wiadomo, że od myśli do działania droga jest raczej długa i wyboista. Być może płynący w dobrym kierunku tok rozumowania zostanie brutalnie przerwany przez płacz dziecka (za ścianą), wyjątkowo ciekawą scenę w „Tap Madl” albo esemesa  ponaglającego do zapłaty rachunku.  Ważne jednak, że choć przez chwilę pomyśleliśmy o tym, że można inaczej. Choć przez ułamek sekundy zobaczyliśmy się w roli człowieka zmotywowanego, gotowego do  działania! My autorzy tego tekstu, nie należymy do osób przesadnie leniwych, jednak jeżeli chodzi o systematyczne dbanie o formę, lub dotrzymywanie noworocznych postanowień wypadamy raczej blado. Można nas w tej materii przyrównać do foliowego wora wrzuconego do ogniska. Szybko się zapalamy i robimy przy  tym dużo smrodu, ale równie szybko gaśniemy, a produktem naszego zapału jest ostatecznie tylko….smród. Najlepszym dowodem na naszą beznadziejność jest mój kącik „niespełnionych marzeń”. Tak nazwał to miejsce kumpel, który pewnego razu zobaczył co kryje się na moim strychu. Nie będę się na ten temat przesadnie rozpisywać, ale można by to miejsce przyrównać do całkiem nieźle wyposażonego sklepu sportowego, w którym każdy sodziarski gimbus znalazł by dla siebie jakąś zabawkę. Jak widać sytuacja jest dramatyczna. Tak więc po latach bolesnych zmagań z bardzo szeroko komentowanym w ostatnim czasie zjawiskiem prokrastynacji,  postanawiamy coś zmienić (po raz kolejny!). Przez najbliższe tygodnie będziemy starać się robić i opisywać rzeczy nowe, lub takie które robimy rzadko, a które mają związek z szerokorozumianym dbaniem o formę i odklejaniem dupska od kanapy. Chcemy się przekonać jakie atrakcje kryją się w realnym świecie! Poza ekranem smartfona. Nie lubimy rutyny, więc postaramy się, żeby działania te były jak najbardziej zróżnicowane. Może dzięki nam i Wy ruszycie tyłki w zgniłą jesień! Dawaj dawaj!