Igły w gaciach

Wszyscy dobrze wiecie, że nadszedł ten czas. Tak! To już naprawdę teraz. Musicie wziąć byka za rogi i  rozebrać choinkę. Pewnie wielu z Was już się jej pozbyło, ale jestem pewna, że spora grupa ciągle trzyma w domu lekko przekrzywionego, łysiejącego, oklapniętego drapaka. Jeżeli kupiliście żywą, to daję głowę, że połowa z Was już dawno zapomniała żeby ją podlewać. Nie interesuje się nią już nawet Wasz kot, o psie czy kanarku nie wspominając. Zafundujcie więc  sobie odrobinę przestrzeni i luksusu i rozbierzcie wreszcie to diabelstwo! Stara żydowska mądrość głosi, że jeżeli ktoś narzeka na brak przestrzeni życiowej w domu, powinien natychmiast przygarnąć kozę. Pomieszkać z rogatym śmierdzielstwem przez miesiąc, a następnie gadzinę odsprzedać. Gwarantuje to natychmiastową poprawę warunków bytowania, a tym samym humoru i samozadowolenia. Nie chcę tu oczywiście przyrównywać sympatycznego świątecznego symbolu do starego capa. Próbuję Wam tylko zwizualizować ulgę jaką poczujecie kiedy już załatwicie tą przykrą powinność. Pomyślcie też o tym jak nadludzko się poczujecie, kiedy w pracy przy automacie do kawy jakiś niezorganizowany frajer zacznie marudzić, że jeszcze swojej choinki nie rozebrał. Pomyślcie o radości jaka na krótką chwilę zagości w Waszym styranym robotą sercu. Jeżeli jesteście teraz w domu, to spójrzcie na swoją choinkę. Podziękujcie jej w myślach za wszystkie miłe chwile, które przy niej spędziliście i do dzieła! Najpierw zdejmijcie najładniejsze bombki, na których zależy Wam nam najbardziej. One zawsze mają swoje miejsce w pudełeczkach. Kiedy największe skarby są już zabezpieczone przychodzi kolej na łańcuchy. Będzie Was korciło, żeby to dziadostwo pozrywać, ale poczekajcie chwilę…przywróćcie sobie równowagę emocjonalną i metodycznie poodczepiajcie co trzeba. Z łańcuchami jest luzacko, bo na koniec można dać upust frustracji i energicznie zwinięte w kulę schować do siaty z biedry. Teraz pora na tak zwaną drobnicę, czyli całą masę plastikowego badziewia sprzedawanego w supermarketach. Tutaj fajne jest to, że nie trzeba wykazywać się inteligencją i niczego do niczego dopasowywać. Sprzedawane jest toto najczęściej w dużych przezroczystych opakowaniach, w których wszystko lata luzem. Nie zapomnijcie o smutnych i porzuconych misiach, które trzeba przechować godnie do następnych Świąt.

Mamy już co prawda brokat w oczach, nosie, uszach i z niewyjaśnionych przyczyn także w skarpecie, ale spoko-koniec coraz bliżej. Pora dać nura w głąb suchych igieł i rozplątać lampki. Muszę przyznać, że właśnie ta czynność jest dla mnie najbardziej traumatyczna. Jak wszyscy wiemy w dzisiejszych czasach zakup porządnych lampek jest odrobinę utrudniony. Wszyscy koniec końców lądujemy ze splątaną chińską tandetą, która przy byle stuknięciu przestaje świecić. Tak więc jest to najzwyczajniej w świecie mission impossible: weź to skutecznie odplącz, ale broń Boziu nie rozwal. Jak już uporacie się ze zwijaniem chińskich bimbolków i przestaniecie kurwić przyjdzie pora na etap przedostatni. Będzie to oczywiście pozbycie się suchego „truchła” drzewka. Etap ten pominę milczeniem. Każdy ma na to swój sposób, a poza tym wiadomo, że najlepiej pierdzielnąć kikutem z balkonu (uwaga nie róbcie tego sami i pamiętajcie-nie wiecie tego ode mnie). Na sam koniec  pozostaje Wam jeszcze wisienka na torcie, czyli oczyszczające duszę i umysł fruwanie na szczocie, szmacie i odkurzaczu.

Udało się Wam! Przez najbliższe dwa miesiące będziecie co prawda wyciągali sobie z tyłka choinkowe igły, ale jesteście wielcy! Zążyliście przed Wielkanocą!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *