Kosmici, Spamerzy i Chochoł. Czyli jak segregować szkło i nie dostać zapalenia ślinianek.

Jakieś pół roku temu obiecywałyśmy Wam , że już za chwiluśkę, już za momencik pojawi się na blogaśku świeżutki wpis o tym czy lepiej katować się na siłowni, czy też zainwestować  ciężko zarobioną krwawicę w kilka prostych sprzętów, które umożliwią Wam trening w zaciszu domowym.  Jak się można było tego po nas spodziewać temat umarł, a na blogasie zamiast nowych tekstów pojawiło się tylko kilku z lekka zidiociałych spamerów usiłujących wklejać nam pod tekstami linki do stronek z gołymi babami i portali dla fetyszystów. Zdarzały się też natarczywe nagabywanki w stylu: „Macie świetny „content” ale i tak zostaniecie unicestwione jak pluskwy! KONIEC świata jaki znamy jest bliski! Do ziemi zbliża się ukrywana przez NASA, gigantyczna asteroida w kształcie penisa orangutana! Kliknijcie w nasz link, a dowiecie się jak przetrwać uderzenie i nie zesrać się w gacie! Przy okazji weźmiecie udział w losowaniu sokowirówki potrafiącej wyciskać sok z liści i uzyskacie odpust zupełny.” Gdyby nie moderacja komentarzy, to już pewnie dawno dostałybyśmy kilka pozwów albo bana za propagowanie nieodpowiednich treści. No ale wracając do tematu. Przyszła wiosna. Stopniały śniegi … a nas bardziej od siłowania się z żelastwem i latania po bieżni niczym chomik po kołowrotku, zaczęła interesować  możliwość  zresetowania mózgu przy berbeluszce (flaszka-przyp. red.) na łonie natury. Tak upływały tygodnie, a worek na odpady szklane był każdego miesiąca cięższy. W końcu jednak przyszło opamiętanie, a wraz z tymże opamiętaniem pismo od Czystego Miasta Gdańsk informujące o tym, że nie są w stanie dostarczać nam worków na szkło większych niż 120 litrów. Jak by nie było taka ilość szkła produkowanego co miesiąc może wydawać się co najmniej gorsząca! Nawet dla innych dorosłych! Nawet jeżeli nie jest się wcale otyłym pięciolatkiem nie znającym życia poza usmarkiwaniem od rana do nocy różowego tabletu swojej zlewczej matki fit-hipsterki-freelancerki, która pijąc kolejną bezkofeinową latte, przegryza ciastko z jarmużem i ciecierzycą i duma nad projektem szyldu reklamowego do food trucka przyjaciela Wietnamczyka albinosa wychowanego przez parę lam. Starając się zatem nie budzić powszechnego zgorszenia i odrazy, od kilku dni ćwiczymy trunki w puszkach. Muszę jednak przyznać, że idzie nam to dość opornie. Nie będę ukrywać, że ma to pewien związek  z gościem, który z uporem maniaka stara się wkleić pod naszymi wpisami link do swojej stronki traktującej o schorzeniach wywołanych przez picie napojów z puszki. Okrasza to wszystko sugestywnymi  rycinami i przekonuje, iż schorzenia te mają tajemniczy związek z reptilianami, Trójkątem Bermudzkim, Atlantydą i końcem świata. Nie będę ukrywać, iż jest to dla mnie odrobinę zbyt wiele. Jestem osobą urodzoną kilka dobrych lat przed rokiem 1990 i w swym „stetryczeniu” zatrzymałam się na łączeniu brzydkich chorób jamy ustnej z żuciem gumy balonowej. Mogłabym wymienić jeszcze kilka innych sytuacji przez, które można nabawić się chorób jamy ustnej…ale jak pisałam wyżej-nie chce bana. A tym bardziej bana za „banana”, więc postaram się opamiętać. Wracając do absurdu, z którym jestem jako tako oswojona przytoczę tu Państwu treść pewnego plakatu. Plakat ten wisiał dumnie przez kilkadziesiąt dobrych lat w mojej kochanej  szkole podstawowej. Jego treść  choć z pozoru groteskowa, przy głębszym zastanowieniu budziła w niepełnoletnim człowieku dość głęboki lęk. Nadgryziony zębem czasu, pożółkły, lekko obdarty w narożniku plakat, zdobiący zachlastaną ścianę gabinetu sadystycznej higienistki, miał w sobie coś z antycznej tajemnej wiedzy. Niby każdy drwi sobie z takich rzeczy! Bo przecież wiadomo, że kiedyś ludzie fajdali do doła, modlili się do żuka gnojarka, prali szmaty w rzece, drutowali się na zimę, drżeli ze strachu przed chochołem, rytualnie obcinali sobie kołtuny, myśleli, że koty wygryzają w nocy grdykę i generalnie byli debilami…ale do jasnej cholery!!! Co jeśli to wszystko prawda?! Co jeśli na tym plakacie zawarta jest jakaś dawno zapomniana prawda i lekceważenie jej okaże się tragiczne w skutkach?! Nikt nie mówił o tym głośno, ale tajemnicą poliszynela był fakt, że przez kilka dni po badaniach w gabinecie higienistki sprzedaż gumy Turbo w szkolnym sklepiku spadała przynajmniej o 50%. No ale do rzeczy. Czas wyjawić Wam treść stworzonego w epoce późnego Gierka plakatu. A był to plakat iście minimalistyczny. Na środku formatu A2 widniały trzy budzące w głowach zamęt zdania:

JEDNA GUMA DO ŻUCIA=ZAPALENIE DZIĄSEŁ

DWIE GUMY DO ŻUCIA=OSTRE ZAPALENIE ŚLINIANEK

TRZY GUMY DO ŻUCIA=ŚMIERĆ

 

Życzę Państwu miłego dnia!