Jesienna nostalgia, czyli jak spojrzeć w ciemność z podniesioną głową

Jest taki czas w roku, kiedy pozornie wszystko się kończy. Lato mija, a dni stają się coraz krótsze. Żuki i pająki wciskają swe chitynowe odwłoki do naszych domów i mieszkań. Jeże siedzą osowiałe w krzakach, czekając posępnie na liście opadające z drzew. Choć nikt nie zwraca na to uwagi, mogę Was zapewnić, że w ich bystrych, czarnych oczkach czai się jakaś nie ogarnięta jeżym umysłem nostalgia. Mój otyły kot „latyfundysta”  z coraz mniej skrywanym zniechęceniem dogląda swoich włości. Kiedy wypuszczam go na dwór, patrzy na mnie tymi wielkimi żółtymi oczami i nerwowo strzyże wibrysami. Jestem prawie pewna, że nie widział nigdy Shreka, ani tym bardziej Kota w Butach, ale na swój własny koci sposób wie jak przekazać mi fakt, że wcale nie jest pozbawiony uczuć wyższych. Wręcz przeciwnie, przez ułamek sekundy wydaje mi się, że to ja, zagoniona w swoim codziennym pędzie, jestem tych uczuć pozbawiona. Nawet komarzyce, które jeszcze kilka dni temu pogryzły mnie niemal do kości, latają teraz jakby do tyłu, obijając się przy tym o ściany. Ich wątłe ciałka przeświecone światłem lampki wyglądają niemal magicznie.. A przecież jeszcze chwilę temu wyzywałam je za pomocą zwrotów „macierzyńskich”! Do tego jeszcze te cholerne ptaki! Od zawsze jednym z najbardziej przygnębiających znaków zbliżającej się jesieni, był dla mnie widok ptaszorów odlatujących do ciepłych krajów na zimę. Jakby tego było mało, po wyjątkowo nie udanym na Pomorzu lecie, pogoda na początku września wpisuje się zdecydowanie w nurt depresyjno-wisielczo-apokaliptyczny. Cieszę się, że subkultura EMO wśród nastolatków powoli zanika, bo przy tej aurze oprócz kipów i nawianych przez wiatr przedwcześnie opadłych liści, trzeba by było zamiatać sprzed domu także ciała nieletnich fanów zespołu Tokio Hotel. Ilość opadów w tym roku, była tak duża, że czułam się jak pracownik poradni wenerycznej dla roślin. Prawie wszyscy mieszkańcy mojego ogrodu zapadli na jakąś odmianę grzybicy! Obojętnie jakie objawy miała dana roślina pokazana przeze mnie na zdjęciu, pracownik sklepu ogrodniczego z pewnością snajpera odpowiadał mi jednym słowem: GRZYBICA! Po czym beznamiętnie wręczał mi opakowanie Topsinu. Jestem pewna, że producent owego specyfiku po tym sezonie wybuduje sobie chatę z lądowiskiem dla helikoptera na Bahamach i zacznie wreszcie odcinać kupony od tej zagrzybiałej roboty. Kto wie, może koleś jest cwańszy niż się nam wszystkim wydaje i sam przez całą zimę palił w piecu niedojedzonymi zupkami chińskimi, kaloszami i pieluchomajtkami teściowej, co spowodowało tegoroczne anomalia pogodowe. Kolejnym beneficjentem tegorocznych letnich warunków pogodowych może się też prawdopodobnie nazwać wyżej wymieniony jeż. Robaków było tyle, że upasł się do rozmiarów sporej wielkości garnka. Kilka razy kiedy przechadzałam się w nocy po ogrodzie, pomyliłam go z piłką do koszykówki, która co jakiś czas wpada do nas synowi sąsiadów. Nie wiem jaki wskaźnik BMI określa u jeży otyłość olbrzymią , ale fakt, że przez dziurę pod płotem, którą w zeszłym roku rozepchał sobie tyłkiem jego krewniak, przełożyć może tylko czubek nosa i dwie przednie łapy, powinien być dla niego lekko alarmujący. Cieszyć się też pewnie mogą grzybiarze…i nie mam tu na myśli panów, szukających miłości u odrobinę sfatygowanych tlenionych Bułgarek, lub innymi słowy, jegomości korzystających z piękna „Polski w pigułce”. (Kto nie wie o co cho, niech wpisze owo hasło w wyszukiwarke ;)). Chodzi mi oczywiście o kamizelkowych ninja, władających kozikiem niczym nunczako. Niestety nie znam się wcale ani na grzybach, ani na ich zbieraniu. W związku z tym smutnym faktem pozwolę sobie napisać tylko tyle, że wstawanie w weekendy o 5.00 rano, tylko po to żeby godzinami, często w strugach deszczu , wdeptując w pozostawione przez letników papierzaki, szukać w leśnych krzaczorach czegoś, co poza walorami smakowymi nie posiada absolutnie żadnych wartości odżywczych, jest dla mnie szalonym bohaterstwem! Wiem doskonale, że zaraz niektórzy cwaniacy zwrócą mi uwagę, że przecież wódka też żadnych wartości odżywczych nie posiada, a mimo to ludzie ją piją. Oczywiście! Piją! Ale czy wódka chowa się w krzakach? Czy aby ją zdobyć należy zakładać uwłaczającą ludzkiej godności beżową kamizelę z kieszeniami i kaloszki? Czy kupowanie wódki, trzeba okraszać tysiącem zdjęć na facebooku, dokumentującym naszą zajebistą zaradność? Czy może wreszcie, aby napić się wódki należy w jedyny wolny dzień zrywać się z nagrzanego leża bladym świtem? NIE! Żeby napić się wódki, należy zazwyczaj przejść około 200 metrów do najbliższej żabki, biedrony czy też fresha, następnie ciepnąć na ladę banknot z Bolesławem Chrobrym i odkręcić kapsel! Ot i cała filozofia! Jak zwykle proszę Was żebyście nie zrozumieli mnie źle. Absolutnie nie mam nic do grzybiarzy. Nabijanie się z nich ma charakter czysto rozrywkowy. Blog ma w nazwie zachętę do działania, więc jeśli przez moje inwektywy czujecie się zmotywowani do grzybobrania, to wspaniale! Mój cel zostanie w pełni osiągnięty!

Dochodząc do tego stwierdzenia, pragnę także dojść do konkluzji, którą chciałabym zawszeć w moim dzisiejszym wpisie. Jakkolwiek brzydkie nie było by lato i jak bardzo nie przytłaczała by Was nadchodząca jesień pamiętajcie, że: „coś się kończy…i coś zaczyna”. Jestem pewna, że wielu z Was będzie miało z tych wakacji wspaniałe wspomnienia i dla wielu było to na pewno lato, które zapamiętają do końca życia. Koniec wakacji, a tym samym lata, będzie też na pewno  dla niektórych z Was początkiem roku szkolnego, roku akademickiego, czy też nowym otwarciem w pracy. Pojawiają się nowe możliwości, które warto dostrzec i docenić  Przed nami końcówka roku i to co z nią zrobimy zależy tylko od nas. Znowu przecież macie mnóstwo czasu na to, żeby w następne wakacje pokazać się na plaży z wymarzonym kaloryferem na brzuchu! A może w międzyczasie nauczycie się też czegoś nowego, zagadacie wreszcie tą dziewczynę z IIA, która ciągle mija was na korytarzu, wygracie w totka, zaplanujecie wymarzoną podróż, odwiedzicie dawno nie widzianego przyjaciela, albo zostaniecie gwiazdami YouTube’a!? To co zrobicie w te nadchodzące szare miesiące zależy tylko od Was! Dlatego proszę Was! Nie zalegajcie na kanapie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *