Czy to jest sztuka? Czy g…?

Zdjęcie pochodzi z: http://joemonster.org/art/24658 (30.10.2017)

Dziś powiem Wam kilka słów o moich odczuciach związanych z pewnym odłamem sztuki współczesnej, który na potrzeby tego wpisu nazwałam roboczo „O.O.O.” , czyli Obleśne Obrazoburcze Ohydztwo. Nazwa wydaję się być słuszna tym bardziej, że w sumie jedyne co można powiedzieć na widok eksponatów łapiących się w zakres „sztuki” „O.O.O.” to : „Ooo kurwa!” Żeby po krótce zobrazować Wam o co tu właściwie chodzi, przedstawię kilka flagowych klasyków gatunku. Przygotujcie sobie Rapaholin, setkę wódki oraz brudną miskę i jedziemy!

Na pierwszy ogień pójdzie zatrważająco obrzydliwe „dzieło” Brytyjskiego artysty Damiena Hirsta pod niezwykle enigmatycznym tytułem „Zjedzmy dziś na dworze”.  Ta dziwaczna instalacja to szklany kubik, do którego Hirst wstawił plastikowy stół i krzesła. Obok znalazł się także grill z kawałkami surowego mięcha. Na talerzach ułożone zostały resztki jedzenia. „Dzieła” dopełniały otwarte butelki z różnego rodzaju napojami wyskokowymi. Cała ta urocza instalacja miała posłużyć jako wypasiona uczta dla kilku tysięcy muszych larw (a później już zupełnie dojrzałych, mogących legalnie pić alkohol much) zamkniętych w kubiku. Za pomocą tego odstręczającego bałaganu, autor chciał pokazać cykl życia od narodzin aż do śmierci. Niestety śmierć w tym wypadku nie była naturalna, ponieważ nad stołem przebiegły artysta umieścił lampę owadobójczą. Jestem prawie pewna, że jakiś pasjonat „sztuki” zostawił w muzeum kamerkę celem nagrania pełnego cyklu muszej egzystencji i teraz z wypiekami na policzkach ogląda to syfiaste przedsiewziecie na ekranie 60 calowego telewizora. Mam szczerą nadzieję, że obok tego genialnego „dzieła” znalazło się też miejsce na elegancki stojak z woreczkami na wymiociny.

Zdjęcie pochodzi z: http://joemonster.org/art/24658 (30.10.2017)

Niezwykle dziwacznym „dziełem” zaliczającym się do klasyki gatunku O.O.O. jest też „Dywan z Hitlera”, którego autorem jest Izraelski artysta Boaz Arad. Pozwolę sobie abstrahować od oczywistego związku pomiędzy narodowością autora i tematyką pracy. Myślę, że większość ludzi na świecie, niezależnie od tego skąd pochodzą, poczuło by pewnego rodzaju satysfakcję wiedząc, że najsłynniejszy Austriacki akwarelista skończył, no cóż…jako czyjś dywan, albo wycieraczka do upieprzonych kaloszy. Nie zmienia to jednak faktu, że to gumowe ścierwo nieuchronnie zalicza się do grupy dzieł, stworzonych delikatnie mówiąc na siłę. Ani to ładne, ani przekaz nie jest zbyt głęboki. Podobnie jak w przypadku obleśnej uczty dla much, mamy tu do czynienia z czymś co ma nas zmusić do wypowiedzenia jedynych adekwatnych w tym wypadku słów, które przytoczyłam wyżej. Skoro artysta chciał poruszać się w ramach sztuki użytkowej, to myślę, że o wiele bardziej utylitarnym pomyslem było by zaprojektowanie linii pisuarów z nadrukowaną na nich (w miejscu muchy) otwartą paszczą Adolfika.

A rug in the form of a „skinned” Adolf Hitler is put on display at Israeli artist Boaz Arad’s exhibition „VoozVooz” at the Centre for Contemporary Art in Tel Aviv February 20, 2007. REUTERS/Gil Cohen Magen (ISRAEL)

Zdjęcie pochodzi z http://art.blox.pl/2007/02/Dywan-z-Hitlera.html (30.10.2017)

W żenujący klimacik wpisują się też niestety nasze rodzime „dzieła”. Genitalia na krzyżu, piramida zwierząt, które autorka własnoręcznie wytypowała do uśpienia i wypchania, czy też obóz koncentracyjny z klocków LEGO, to z całą pewnoscią wielka gówniana rysa na Polskiej sztuce współczesnej. Prawda jest taka, że nie są to rzeczy ani szokujące ani zmuszające do jakiejkolwiek refleksji czy zadumy. Moim skromnym zdaniem są one po prostu okrutne i skrajnie głupie. Celowo nie wymienię tu autorów, tych idiotycznych instalacji żeby nie robić zdziwaczałym ludziom niepotrzebnej reklamy. W podobny odłam O.O.O. wpisuje się także Amerykanin Andreas Serrano i jego obrazoburcze fotografie przedstawiające krucyfiks zatopiony w różnych substancjach, w tym między innymi w jego własnym moczu. Choć autor twierdzi, że przesłaniem zdjęć miało być zwrócenie uwagi na przesadne komercjalizowanie symboli religijnych we współczesnej kulturze, to oczywistym wydaje się fakt, że pieprzy jak potłuczony. Ostatnie dwie lub trzy dekady, to wylęgarnia osobników pozbawionych weny lub talentu (lub jednego i drugiego), którzy zamiast ruszyć mózgiem i zrobić coś ważnego i godnego uwagi, próbują z uporem maniaka wyjechać na bezczeszczeniu Chrześcijańskich symboli religijnych, albo czepiać się tematów uznanych przez opinię publiczną za delikatne. Swoją drogą zastanawiający jest fakt, dlaczego przyczepili się akurat do tej religii? Pytanie jest oczywiscie retoryczne. Nie trzeba na nie odpowiadać.

Zdjęcie pochodzi z: http://antyweb.pl/na-sztuce-sie-nie-znam-to-sie-wypowiem/ (30.10.2017)

Jadąc dalej wspomnieć trzeba o różnego rodzaju instalacjach artystycznych w stylu skundlonej, obfajdanej kołdry ciepniętej na zardzewiałe szpitalne łóżko, pękniętej opony położonej na manekinie bez głowy, za to z wbitym w tyłek śrubokrętem, albo lalki zawieszonej za nogę na łuszczącej się z farby ramie okiennej. Przyznam się, że powyższe trzy przykłady pozwoliłam sobie zmyślić, ale jestem prawie pewna, że jakaś szanująca się galeria sztuki współczesnej, ma teraz w swoich zbiorach „dzieło” bardzo zbliżone do tego co tu opisałam. Autentycznym eksponatem w podobnym klimacie jest za to krzesło z powbijanymi w siedzisko gwoździami. Rozumiem, że autor (lub autorka), ma pewne problemy z hemoroidami, jednak nie wiem czy jest to przekaz wystarczajacy, żeby wystawiać się w szanowanych galeriach sztuki. Na podobnym poziomie znajduje się także „Członkotron”, czyli nic innego jak fotel ozdobiony powyginanymi na wszystkie strony kutasikami. Urocze!

Zdjęcie pochodzi z: http://antyweb.pl/na-sztuce-sie-nie-znam-to-sie-wypowiem/ (30.10.2017)

Dożyliśmy czasów, w których prawdopodobnie najwyższym wyrazem artystycznego geniuszu było by zatrzymanie się na środku idealnie białej sali wystawienniczej, ściągnięcie gaci, delikatne przykucnięcie i postawienie klocka na błyszczącej posadzce z żywicy epoksydowej. Dopełnieniem dzieła mogło by być odspiewanie Marsylianki i zatknięcie w kupie maleńkiej chorągiewki z napisem „PRZEMOC”! Idąc tym tokiem rozumowania, nie ma co sie zastanawiać tylko w te pędy należy otwierać warsztat lepienia rzeźbek z gołębiego guana. Myślę, że gdybym zaczęła taką działalność, za kilka tygodni dostałabym telefon z Nowego Jorku z propozycją wernisażu. Może i rzeźbki z ptasiego gówna dość łatwo się rozpadają i śmierdzą opuszczonym poddaszem, ale przecież do jasnej cholery ile w tym sztuki! A ile delikatności!!! Nigdy nie zapomnę sytuacji sprzed kilku lat, kiedy dotarła do mnie sensacyjna wiadomość o tym, że studentka jednej z naszych rodzimych Akademii Sztuk Pięknych, postanowiła jako pracę dyplomową ukulać rzeźbę z własnych glutów! Jak wszyscy wiemy, wkład własny autora jest czynnikiem znacząco podnoszącym jakosć dzieła, jednak w tym przypadku śmiem twierdzić, że owa niewiasta zrozumiała to odrobinę zbyt dosłownie.

Na koniec chcę Wam powiedzieć, że istnieją jeszcze na tym świecie artyści, którzy robią rzeczy naprawdę wartościowe i godne uwagi, a ich sztuka ma fajny przekaz i co ważne jest miła dla oka. Wklejam Wam linki do ich stron. Żeby było siekawiej wybrałam artystów lokalnych! Enjoy:

MALARSTWO:

  1. Andrzej Umiastowski: http://umiastowski.pl/
  2. Krzysztof Syruć: http://cargocollective.com/syruc
  3. Łukasz Fruczek: http://fruczek.wixsite.com/lukasz-fruczek/miniaturesa
  4. Mikołaj Harmoza: http://mikolaj.harmoza.pl/index.php/top/o-mnie

RZEŹBA:

  1. Maria Teresa Kuczyńska: http://mihurybi.website.pl/majka/kuczyn3.html
  2. Tomasz Radziewicz: https://www.artstation.com/tomekradziewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *