MMA i cała prawda o hejcie na „Dżoanę”

W zeszłą sobotę Joanna Jędrzejczyk straciła pas mistrzowski  UFC  (Ultimate Fighting Championship) w kategorii słomkowej i wszystkim odjebało! Kurz po walce nie zdążył jeszcze dobrze opaść, a już w Internecie posypały się obelżywe uwagi. Ja rozumiem, że takie sytuacje generalnie są frustrujące i każdy woli jak zawodniczka, której kibicuje, albo na którą postawił kasę w jakimś przygłupim zakładzie wygrywa. No ale czy naprawdę jej przegrana musiała wywołać u niektórych aż taki ból dupy? Rozumiem, że jej zachowanie przed walką mogło być delikatnie mówiąc irytujące i myślę, że gdybym znalazła się na jej miejscu, wolała bym przyjąć postawę obojętno-zlewczą, rewelacyjnie prezentowaną przez jej przeciwniczkę i pogromczynię Rose Namajunas.

Musimy jednak pamiętać, że zachowanie zawodników przed walką, jest pewnego rodzaju kreacją. To, że bokser czy wojownik MMA wykrzykuje na konferencji prasowej do swojego przeciwnika, że podczas walki wetknie mu pięść do tyłka i policzy żebra, nie oznacza wcale, że coś takiego wykona. Pamiętajmy, że widowiska tego typu karmią się nakręcaniem naszych emocji. Wyobraźmy sobie jakim zainteresowaniem mogła by się cieszyć gala któregokolwiek sportu walki, gdyby występujący na niej zawodnicy, na kilka miesięcy przed starciem zaczęli wymieniać się uprzejmościami i drobnymi podarunkami przekazywanymi za pośrednictwem żon i trenerów. Do tego wszystkiego, co kilka dni byli byśmy bombardowani filmikami z kolejnych konferencji prasowych, na których Pudzian wyrecytował dla Materli wierszyk, a Szpilka wręczył Zimnochowi zrobionego na drutach łabądka. Myślę, że kasa zarobiona na PPV mogła by wtedy oscylować w granicach kwoty potrzebnej do zakupu rozjebanego Cinquecento.  Musimy zrozumieć, że nakręcanie niechęci pomiędzy ludźmi mającymi za jakiś czas oklepać sobie mordy jest absolutnie koniecznym zabiegiem medialnym, nawet jeżeli wydaję się to nam niegodziwe. Tym bardziej w kraju, w którym jednym z ulubionych sportów narodowych jest tak zwany wrestling Amerykański, czyli cyrk który z prawdziwą walką ma mniej więcej tyle wspólnego co sokowirówka z Owczarkiem Alzackim (czyli raczej niewiele). Możemy być zatem pewni, że z lekka wkurwiające zachowanie naszej Mistrzyni przed walką, miało wiele wspólnego z kontraktem, który zawarła ze swoim chlebodawcą.

Idąc tokiem rozumowania pana Kawulskiego z KSW, który kilka dni temu wypowiedział się na temat hejtu wylanego na Dżoanę, należy zadać sobie pytanie, dlaczego nie wspieramy jej jako zawodniczki reprezentującej nasz kraj? Dla porównania Irladczyk Conor McGregor, może latać po scenie w majtach i mokasynach w panterkę i wykrzykiwać jakieś bełkotliwe obraźliwe bzdury, a i tak ma za sobą mur rudawych kibiców w zielonych koszulkach z koniczynką, którzy z wypiekami na twarzy i miłością w sercach przyjmują zarówno jego zwycięstwa jak i porażki. Nie zraża ich nawet jego fryzura „na niedorozwiniętego mormona” ani garnitur z wyszytymi zamiast prążków miniaturowymi bluzgami. Kochają go i wspierają choćby skały srały. Dlaczego więc my jako naród nie potrafimy wspierać naszych mistrzów w zwycięstwie i porażce? Dlaczego wnoszona do oktagonu za Joanną Jędrzejczyk flaga, nie pomaga nam powstrzymać się od wylewania na nią nocnika? Zamiast cieszyć się z fantastycznych sportowych emocji, które możemy przeżywać dzięki ludziom takim jak ona, wytykamy im tysiące błędów i obrzucamy ekskrementami. Fakty są takie, że każdy cwaniaczek, który w ostatnich dniach napisał coś obleśnego o naszej Mistrzyni , nie wytrzymał by z nią w tym zachlastanym juchą oktagonie nawet 10 sekund.

Mam wielką przyjemność przyjaźnić się z kilkoma fantastycznymi osobami, które od wielu lat, mniej lub bardziej profesjonalnie trenują sporty walki. Wiem dzięki temu jak potrafi wyglądać człowiek, nawet po amatorskiej walce czy sparingu. Hektolitry wylanego potu, dziesiątki urazów, kontuzji i wiele momentów zwątpienia a nawet lęku stoi za każdym, kto poświęcił się takiej pasji. Pomyślmy więc sobie jak wiele musieli przezwyciężyć  ci, którzy potrafili przejść na profesjonalizm i dotrzeć na sam szczyt choć na chwilę. Zastanówmy się jak wiele ambicji, odwagi, siły i samozaparcia miała ta drobna dziewczyna z Olsztyna, której udało się zawojować świat. Pomimo porażki wierzę, że wróci silniejsza i udowodni wszystkim jak bardzo się mylili.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *