Opowiastka o fachowcach!

Dziś na tapetę pójdzie niezwykle barwna grupa zawodowa, jaką niewątpliwie stanowią wszelkiej maści fachowcy. Z racji wykonywanego zawodu (jestem architektem), mam z nimi do czynienia dosyć często i muszę stwierdzić, że są to w tej chwili jedni z najbardziej rozchwytywanych ludzi w Polsce. Niezależnie od tego czy potrzebujemy stolarza, tynkarza, brukarza, telepajęczarza czy hydraulika, musimy zazwyczaj dosyć mocno się napocić, żeby zostać wpisanym do ich nabitego zleceniami grafiku. Mam czasem wrażenie, że sytuacja jest trochę podobna do tego z czym musimy się zmierzyć przy rejestracji u lekarza.

Wyobraźcie sobie, że stoicie po kostki w wodzie przy przeciekającym sraczu i patrzycie jak Wasz wyłożony dębowym drewnem przedpokój powolutku tonie w kiblowej wodzie. Tymczasem po drugiej stronie słuchawki ktoś lekko zachrypniętym głosem mówi Wam, że:

– „Pani/Panie w tym miesiącu, to się ni da!”!

Mam wrażenie, że ból istnienia jaki się wtedy czuje ma dosyć dużo wspólnego z uczuciem jakie towarzyszy nam podczas nieudanych prób zapisania się do jakiegokolwiek lekarza. Dzwonimy gdzieś z problemem zdrowotnym, ale jedyne co udaje nam się usłyszeć, to głos lekko zirytowanej pani zwracającej się do nas tymi oto słowy:

-„Tak wiem, że od trzech tygodni wysmarkuje pani kawałki mózgu, ale najbliższy wolny termin do doktora Iksińskiego mamy na 2388 rok. Zapisać?”

Kiedy po ciężkich bojach uda nam się wreszcie umówić z odpowiednim fachowcem, nadchodzi bardzo newralgiczny moment związany z wpuszczeniem go do mieszkania, czy też na budowę. Możemy na tym etapie wyróżnić trzy rodzaje specjalistów:

Pierwszy to tak zwany Speedy Gonzalez lub jak kto woli śliczny Misterof America, który pojawia się i znika. Wypadasz z roboty godzinę wcześniej żeby otworzyć mu drzwi. Biegiem lecisz do samochodu. Przepychasz się przez korki kurwiąc niczym Mała Ania z Warsaw Shore. Gubisz po drodze czapkę, szalik, lewy but i godność, ale złośliwy los i tak sprawia, że jesteś na miejscu minutkę po czasie. Czekasz nerwowo przez najbliższe 15 minut i wreszcie wykonujesz nieśmiały telefon. Zdziwiony głos w słuchawce odpowiada:

– „Pani/Panie przecież ja byłem dzisiaj u Pani/Pana punktualnie, ale nikogo nie zastałem! Następny wolny termin będę miał za trzy miesiące! Tera to się ni da!”.

Ciemność pojawia Ci się przed oczami, padasz z impetem na niewykończoną posadzkę i rozbijasz sobie łeb o wylewkę betonową. Tak kończysz swój mizerny żywot, a Twoje wysuszone ciało pozbawione lewego buta, zostaje po trzech miesiącach odkryte przez ekipę remontową Speedy Budimex!

Drugi typ fachowców to tak zwane Skowronki, czyli panowie którzy chcą zaczynać robotę o 7.00 rano. Kiedy po długich negocjacjach udaje Ci się przesunąć ich na 7.30, czujesz się jak mistrz perswazji. Kładąc się spać nastawiasz sobie budzik na godzinę 7.00 i z poczuciem sporego zapasu czasu udajesz się w objęcia Morfeusza. Nie muszę mówić jak wielkie jest Twoje zdziwienie kiedy o godzinie 6.40 budzi Cię rozszalały dzwonek do drzwi. Wypadasz z pościeli w rozchełstanej piżamie i pędzisz przed siebie gdzie nogi poniosą. Zanim zorientujesz się co się właściwie dzieje, masz już skręconą kostkę, wbitego w tyłek kaktusa i oko podbite drzwiami od szafy.

Trzecia grupa to tak zwani Podróżnicy. Umawiasz się z nimi na konkretny czas rozpoczęcia pracy, ale dwie godziny po jego upłynięciu ciągle ich nie ma. Z niepokojem w sercu wykonujesz telefon i dowiadujesz się, że panowie wciąż są w drodze. Po następnych trzech godzinach uświadamiasz sobie, że prawdopodobnie pojechali drogą przez Radom i spokojnie rozścielasz sobie karimatę i wyciągasz z kieszeni przygotowaną na czarną godzinę puszkę fasoli. (Jeżeli mieszkacie w Radoniu, wtedy zapewne okaże się, że panowie wybrali objazd przez Szczecin).

Nie muszę mówić jak wielkie szczęście towarzyszy człowiekowi, któremu nareszcie uda się wpuścić do mieszkania długo wyczekiwanych fachowców! Ekipa wchodzi do pomieszczenia. Z poważną miną ogląda wszystko dookoła. Błogość otula nasz umysł i ciało. Wiemy już, że jesteśmy w dobrych rękach… i wtedy pada odwieczne pytanie:

-Pani/Panie! A kto to Pani/Panu tak spierdolił?!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *