Jak obezwładnić złodzieja!

Historia, którą Wam dzisiaj opowiem wydarzyła się naprawdę. Nie znam dokładnie dat ani imion, ale wiem, że bohaterem owej opowiastki był urokliwy starszy pan, będący dziadkiem znajomego mojej rodziny.

Zdaje sobie sprawę z tego, że wstęp, którym Was uraczyłam brzmi trochę jak bredzenie upierdliwej ciotki, próbującej wytłumaczyć Wam przy stole, z kim żeni się jakiś Wasz daleki krewny, którego macie w dupie. Babsko czepia się Was na rodzinnym spędzie, chwyta za przedramię dłonią silną jak imadło, świdruje oczkami bazyliszka i z miną pełną jakiegoś podejrzanego uniesienia wygłasza kwestię w stylu:

„Bo wiesz… Mariusz żeni się z tą Iwetą, co to jej wujek, chodził do klasy z kolegą brata szwagra kuzyna Twojego taty! ”

Po czym jej twarz z rozanielonej w ułamku sekundy przemienia się w prześcipnie uradowaną, świadczącą o tym, że w jej mniemaniu przekazała Wam właśnie coś tak zajebiście sensacyjnego, że pomyślne lądowanie misji załogowej na Marsie albo wynalezienie eliksiru nieśmiertelności to przy tym betka!

No ale wracając do tematu. W związku z tym, że nie znam imienia uroczego starszego Pana, który będzie bohaterem mojego dzisiejszego wpisu, nazwę go roboczo Dziadziem Pafnucym.

Pewnego pięknego lipcowego wieczoru, Dziadzio Pafnucy wybrał się na spacer do pobliskiego parku. Wydeptując wąskie ścieżki, przysłuchiwał się graniu świerszczy i szemraniu wody w stawie. Przyglądając się srebrzystej tarczy księżyca, rozmyślał o upływającym czasie i o pięknie otaczającej go przyrody. Gdy szedł tak pogrążony w nostalgii i zadumie, został znienacka potrącony, przez pędzącego z przeciwka wyrostka. Zasapany chłopak, rzucił w biegu krótkie „przepraszam” i ruszył szybkim krokiem w stronę parkowej bramy. Wytrącony z równowagi Dziadzio Pafnucy, przeczesał dłonią bujnego wąsa i zasępił się na chwilę. Odzyskawszy animusz, postanowił sprawdzić, która jest godzina i wtedy go zamurowało…Na jego nadgarstku brakowało zegarka! Nie chodziło tu bynajmniej o byle jakiego chińskiego sikora z kiosku Ruchu, ale o pamiątkę po ojcu – weteranie wojny polsko-bolszewickiej.

Pomimo sędziwego wieku Dziadzio Pafnucy był w całkiem dobrej formie. Nie należał on także do ludzi przesadnie bojaźliwych. Zrozumiawszy, że padł ofiarą rabunku, bez chwili zastanowienia ruszył za złodziejem. Wspomagając się laseczką rozwinął prędkość na tyle dużą, że jeszcze przed parkową bramą, zdołał dogonić rabusia. Po krótkiej wymianie zdań, zirytowany Dziadzio, postanowił siłą odebrać swoją własność. Odrzucił na bok laseczkę i z całym impetem runął na zszokowanego wyrostka, powalając go na ziemię. Po kilku ciosach w nos i duszeniu gilotynowym, pokonany złoczyńca rzucił pod nogi Dziadzia zegarek i uciekł w bliżej nieokreślonym kierunku.

Zadowolony z siebie Dziadzio Pafnucy, założył zegarek i spokojnym krokiem udał się do domu. Po wieczornej herbatce i krótkiej rozmowie z żoną, zrelaksowany Dziadzio położył się do łóżka i jak co wieczór postanowił odwiesić swój ukochany zegarek na stojącą obok łóżka lampkę nocną. Nawet nie wiecie jak wielkie było jego zdziwienie, kiedy zorientował się, że na tej właśnie lampce wisi już jeden zegarek…identyczny jak ten, który należał do jego ojca – weterana wojny polsko-bolszewickiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *